RECENZJA: Assassin's Creed: Czarna Bandera - Olivier Bowden [KSIĄŻKA]

 13 września 2020          Brak komentarzy
Salve.
Kolejna dawka z serii Assassin's Creed. Tym razem co? Assassin's Creed: Czarna Bandera, która oparta jest na Assassin's Creed: IV Black Flag. Tym razem nie trzeba obawiać się, że kto inny jest na okładce niż jest bohaterem. Tym razem bohaterem jest ten sam, który przedstawia okładka i ten sam w grze.
Kolejny tom spod pióra Oliviera Bowdena. Raczej nic o tym Autorze nic się nie dowiemy, prócz tego, że pisze książki z tej właśnie serii gier komputerowych. Czyli nikła wiedza. A może to i dobrze z jednej strony, ale z drugiej jednak to moim zdaniem wpływa w jakimś stopniu na sprzedaż książki, jeżeli chociaż Autor utrzymuje kontakt z fanami. No chyba że chce być incognito na pełen etat, to prosta piłka.

Nadal ciągniemy ród Kenway'ów. W poprzedniej części mamy Connora (gra 3/4 i końcówka książki) oraz Haythama (cała powieść oraz 1/4 gry), tak w przypadku tej odsłony mamy Edwarda Kenwaya. Kim jest dla nich? Edward jest ojcem Haythama i zarazem dziadkiem Connora. Tylko przedstawione jest to w odwrotnej kolejności Haytham-Connor-Edward. To wygląda może i na pokręcone coś w chronologii, ale nie ma w tym żadnej górnolotnej filozofii. To nie moda na sukces, gdzie idzie się naprawdę pogubić, ale prosta chronologia. Po prostu cofamy się w czasie. O jakieś kilkadziesiąt lat.

Ta historia pokazuje nam, jak ród Kenway'ów zaczynając od Edwarda, zaczyna mieć styczność z Templariuszami oraz Asasynami. Trochę czasu mija nim Edward staje się pełnoprawnym Asasynem, ale jednak dzięki temu wiemy, jak to się wszystko zaczęło. Od kogo się zaczęło, skąd potem te wybory Haythama czy Connora, te wartości, cechy charakteru, które pozwalają na spełnianiu się w roli danego Bractwa itd. Owszem, może Connor i w pierwszych latach nie wiedział nic o tym, ale jak to dziecko, może nie wiedzieć, ale widać to, jakby ta ścieżka tych Bractw była przeznaczona dla nich, czy tego chcieli czy nie. Haytham też długo nie wiedział, nawet tego, po co się szkoli. Dopiero z czasem się dowiedział.

Tym razem mamy w głównej mierze Karaiby. Morze Karaibskie, Hawana (Kuba) czy też Nassau (Bahamy). W sumie, to widząc, że jest wzmianka o Nassau, to cały czas słyszę w głowie sposób i ten akcent, w jaki Edward wypowiada tę nazwę. Tutaj też mamy narrację pierwszoosobową, więc też dobrze się czyta. Lepiej można zrozumieć motywy kierowane Edwardem, to jaką jest osobą. W sumie znacznie lepiej czytało mi się o rodzie Kenway'ów niż o Ezio Auditore da Firenze oraz Altairze, choć nie umniejszam nic tym grom, bo to też trzeba rozgraniczyć.

Podsumowując jest to w sumie dobra kontynuacja rodu Kenway'ów pod względem książki. Ten klimat charakterystyczny nabrał już rumieńców, co jest bardzo dobre, bo jednak lubię, jeśli książka ma ten unikalny klimat, a i w tej części, jak i poprzedniej, Autorowi udało się uzyskać.

W skrócie:
Seria: Assassin's Creed
Tom: 6
Tytuł: Assassin's Creed: Czarna Bandera
Autor: Olivier Bowden
Gatunek: Fantasy
Wydawnictwo: Insignis
Ilość stron: 448
Rok wydania: 2014
Ocena: 7/10 - godne uwagi

Tomy:
Assassin's Creed: Renesans || Assassin's Creed: Bractwo || Assassin's Creed: Tajemna Krucjata
Assassin's Creed: Objawienia || Assassin's Creed: Porzuceni || Assassin's Creed: Czarna Bandera
Assassin's Creed: Pojednanie || Assassin's Creed: Podziemie || Assassin's Creed: Pustynna Przysięga
Assassin's Creed: Odyssey

Brak komentarzy

Publikowanie komentarza

XARN dla Agencji Runa © 2020 - nadal