RECENZJA: Czasem Słońce, Czasem Deszcz [FILMOWO]

 31 marca 2021          Brak komentarzy
Salve.
Dziś przychodzimy z filmem. Boolywoodzkim filmem, jakim jest Czasem Słońce, Czasem Deszcz. Obstawiam za tym, że mało osób słyszało o tym filmie, ale są jeszcze jednak takie osobniki. Ale to nic nie szkodzi. Szczegółów zdradzać nie będę, bo nie lubię zbytnio spojlerów, ale zarys musi być, rzecz jasna.
Boolywood kojarzy się z kiczowatymi filmami, ale są mimo tego perełki kin. Przyznać muszę, że nawet w Hollywood znajdą się gnioty, tak ku uprzedzeniu, że nie tylko w jednym sektorze się tak dzieje. Ciekawe teraz, czy ta produkcja się do tych perełkowych filmów zalicza.

Jest to historia Rahula, który po ślubie z Anjali musi opuścić dom. Po latach Rohan, brat Rahula, dowiaduje się całej prawdy o Rahulu i postanawia sprowadzić brata do domu.
Film podzielony jest na dwie części. Pierwsza opowiada, jak doszło do spotkania Rahula z Anjali i ich ślubie, a druga część przedstawia zaś Rohana i jego determinację, by pojednać rodzinę. No jak to w Bollywood nie może obejść się bez piosenek i tańców, jednak jest to fajnie wkomponowane w historię. W sumie pozycja ta trwa 3h, więc trzeba przygotować się do nie krótkiego seansu. Nie dziwi mnie też to, ile trwa, gdyż iż ponieważ aby widz mógł dobrze zrozumieć całą historię, to trzeba było wszystko nagrać od a do z i efekt właśnie mamy. Owszem, gdyby nie piosenki, to mogłoby być to i krótszy film, jednak w Hollywood też mamy musicale i nie trwają po 3h, a też są tańce i śpiewy - to tak w obronie.
W sumie to trzeba się przygotować w chusteczki higieniczne. Dlaczego? Bo na końcówce można się popłakać. Mało tego Shah Rukh Khan oraz Amitabh Bachchan tak odegrali swoje role, że Hrithik Roshan był pod takim wrażeniem, że sam nie był w stanie odegrać swojej roli i Amitabh Bachchan musiał go uspokajać, więc to już o czymś świadczy, jaka jest historia. Koniec potrafi dać się we znaki. Nawet oglądając ten film po jakimś czasie i znająć historię na pamięć, łzy same niekiedy cisną się.
No i nie może się obejść bez małych wpadek - choćby takich, jak Rahul (Shah Rukh Khan) ma obrączkę na palcu nim jeszcze się ożenił - prywatnie Aktor już był wtedy żonaty, jednakże jego bohater jeszcze nie i wypadałoby to ściągnąć. I bardzo szkoda mi Nayny, naprawdę szkoda dziewczyny, bo została mocno zraniona. Nie ma to, jak nieodwzajemniona miłość. Nic przyjemnego.
Film w tym roku ma swoje 20 urodziny - premiera była 14 grudnia 2001 (w Polsce to był 21 stycznia 2005), więc tak na okrągłe urodziny postanowiłam co nie co powiedzieć na temat tej produkcji. Jest to mój pierwszy film bollywoodzki, jaki w sumie obejrzałam i w zasadzie zakochałam się w tym filmie. Serio, ciężko nie zakochać się w tej produkcji. Wiadomo, jest parę kiepskich filmów, ale niektóre są perełkami, jak na przykład ten właśnie. Od tamtego momentu mam na swoim koncie parę takich filmów objerzanych.
Podsumowując jest to jeden z lepszych filmó, jakie można obejrzeć i warto się przełamać i wytrzymać te 3h oglądania. A na koniec utwór o tym samym tytule.

Czytaj dalej »

RECENZJA: Amulet - Roma J. Fiszer [KSIĄŻKA]

 28 marca 2021          Brak komentarzy
Salve.
Książka Amulet to moje pierwsze zetknięcie się z jakimikolwiek pozycjami Romy J Fiszer. Nie wiedziałam też, czego można się spodziewać, czego oczekiwać, a jest dość znaną polską pisarką. Czemu akurat zaczęłam od Amuletu? Sama w sumie nie wiem, już wcześniej gdzieś pokazywała mi się informacja o takiej powieści jako propozycje do przeczytania, więc zaintrygowana, sięgnęłam. Przy okazji chciałam dać szansę kolejnymu pisarzowi, a że ja się nie ograniczam ani terytorialnie, ani w sumie tak gatunkowo, to z czystym sumieniem i ciekawością sięgnęłam, by się przekonać czy warto.

Przyznam się, że okładka przykuwa uwagę. Sugeruje, że historia ta jest ciepła i przyjazna. Taka, dzięki której można się zrelaksować i zapowiada taką sielską opowieść. Czy tak właśnie było? W sumie to można by było się z tym zgodzić. Czemu?
Bo główną bohaterką jest Marta, a akcja dzieje się nie tylko w na północy Polski, ale także i w Tatrach. Powieść ta jest bardzo harmonijna, gdzie akcja toczy się swoim powolnym rytmem. Poznać można, skąd pochodzi rodzina Marty zaczynając od pradziadka - są to wspomnienia, bardzo krótkie, opowieści o przodkach, by poznać bliżej rodzinę głównej bohaterki.
Powieść w sumie bardzo melancholijna jest. Spokojna i lekka. Styl pisania dobry, przyjmny, co sprawiło, że nawet szybko się czytało. Nie ma w sumie takiego przerostu treści nad formą. Plusem też jest to, że opisy są dobrze napisane, nie ma ich też za dużo i nie są tak rozwlekane, jak niektórzy autorzy lubią w taki sposób pisać. Okładka w sumie trochę odzwierciedla treść, że jest to takie sielskie oraz tego, by za wiele nie oczekiwać.
Podsumowując, jest to pozycja dla niezbyt wymagających czytelników, którzy chcą się zrelaksować przy czytaniu. Jest dobra na takie sielskie wieczory, kiedy chciałoby się przeczytać coś niezbyt wymagającego uwagi.

W skrócie:
Tytuł: Amulet
Autor: Roma J. Fiszer
Gatunek: Literatura Obyczajowa
Wydawnictwo: Zysk i ska
Ilość stron: 400
Rok wydania: 2020
Ocena: 6/10 - może być
Czytaj dalej »

RECENZJA: Dziewczyna z Brooklynu - Guillaume Musso [KSIĄŻKA]

 21 marca 2021          Brak komentarzy
Salve.
To kolejna już pozycja, którą przeczytałam spod pióra Guillame Musso. Poprzednia to Central Park [przeczytaj]. Zobaczymy, co tym razem Autor wymyślił i czy mnie urzekła zaś ta historia. Wiadomo, są gusta i guściki, więc nie musi nam się wszystko podobać, co innym się poodba, ale uważam, że warto dać szansę każdemu i przekonać się, a w przypadku książek i Autorów, to nie tylko po jednej pozycji, ale po kilku (jeśli wydał więcej niż jedna), by mieć pewność, czy w ogóle warto. Są owszsem takie książki, że nie wszystkie od danego Autora nam się spodobają.
Od razu chcę zaznaczyć, że ta okładka jest taka mroczna, zapowiada thriller, ale nazwisko sugeruje obyczaj, więc może być naprawdę mieszanka wybuchowa, jeśli oczywiście Autor nie schrzani tego.

Głównym bohaterem jest Raphael, francuz. Po tym, jak opuszcza go żona, musi sam zaopiekować się synkiem. Po pewnym czasie związuje się z pewną Anną, która skrywa nie małą tajemnicę, a kiedy już coś wyjawiła, nagle znika. Próbuje ją odnaleźć i na spokojnie porozmawiać, wyjaśnić. W odnalezieniu pomaga mu przyjaciel.
Przyznam, że współczuje przyjacielowi Raphaela, naprawdę. Nie wyobrażam sobie, co musiał czuć tyle czasu, jednak nie tłumaczy to jego zachowania wobec Anny. Rozumiem, czym się kierował, ale to nie jest w żaden sposób usprawiedliwieniem. Szkoda mi też Anny, bo przyznać trzeba, że łatwego dzieciństwa nie miała, a jeszcze ta przeszłość dała się jej we znaki. Mocno we znaki, a czegoś takiego nie da się od tak zapomnieć.
Akcja toczy się w dwóch miejscach - USA oraz Francja. Z jednej strony mamy Raphaela, z drugiej mamy jego przyjaciela. Oboje próbują odnaleźć Annę i dowiedzieć się, jak najwięcej o jej przeszłości, bo czasem przeszłość przypomina o sobie w najmniej oczekiwanym momencie.
Przyznam, że ta pozycja mi się spodobała. Jest to jedna z lepszych, które przeczytałam do tej pory. Akcja zwartka i bez owijania w bawełnę. Koniec mi się też spodobał. Nawet dobrze się skończyło. Tylko tyle mogę zdradzić, ale co konkretnie się tam zadziało i w jakim ostatecznie kierunku poszło, tego już nie zdradzę. Lubię ogólniki i minimalizacja spojlerowa, a najchętniej brak spojleru, choć wiadomo, że niektóre zakończenia można się domyślić. Tylko pytanie, czy w tej pozycji czytelnik jest w stanie się domyślić, to niech każdy sobie sam odpowie.
Podsumowując warto tę pozycję przeczytać, bo choć to napisać thiller językiem obyczajowym, to nie lada wyzwanie.

W skrócie:
Tytuł: Dziewczyna z Brooklynu
Autor: Guillaume Musso
Gatunek: Literatura Piękna
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 368
Rok wydania: 2020 (2017 - I wydanie)
Ocena: 8/10 - świetne
Czytaj dalej »

RECENZJA: Klątwa Ruin - Magdalena Wala [KSIĄŻKA]

 14 marca 2021          Brak komentarzy
Salve.
Książka z działu literatury pięknej. W sumie mój debiut z tej dziedziny. Czemu? Ponieważ z tego gatunku praktycznie nic nie czytałam. Ani jednej książki do momentu, w którym sięgnęlam po Klątwy Ruin autorstwa Magdaleny Wala. Nie lubię zamykać się na jeden gatunek, ale kiedy poznaję jakiś nowy, długo waham się, czy warto zacząć przygodę z tym, czego znane nie jest mi.
W sumie ciekawiło mnie, co może kryć się wśród takiej literatury. Z resztą czas trwania akcji też spowodował, że stwierdziłam, iż sięgnę po tę książkę. A nóż się przekonam się do takiego charakteru pozycji literackiej. Nigdy nic nie wiadomo. Podobnie było z obyczajówkami. Na początku niezbyt przekonana, ale teraz nawet już polubiłam się.

Główną bohaterką jest Aniela i akcja zaczyna się zimą 1920 roku. 2 lata po zakończeniu I Wojny Światej i odzyskaniu przez Polskę niepodległości, ale i tak ciekawie to się nie dzieje. Mimo wszystko czas ten dla Polski nie jest łatwy. Jest to tylko jeden rok opisany. Tylko i wyłącznie 1920. Epilog jedynie jest w innym roku, bo już bardziej współczesne czasy, bo to rok 1993. Może to nie są jakieś najnowsze czasy, ale nie są znów takie odległe, jak rok 1920.
Jakoś niezbyt mogłam się przekonać do czasów tej historii. Dla mnie jest to taki zimny ten czas, mroźny, który nie jest zależny od pory roku, ale od sytuacji, która panowała na świecie. O ile w dwudziestoleciu międzywojennym łatwo mi szło czytanie lektur szkolnych, tak ciężko mi było przekonać się do książek obyczajowych czy kryminalnych, gdzie akcja dzieje się w tychże czasach. Czy się przekonałam? Nie do końca. Nie czuję tego, by ten okres trawnia historii przemawiał do mnie. Nie mówię, że powieść jest zła czy coś, ale po prostu jakoś mi to nie leży ten czas.
Ogólnie historia jest ciekawa, która ukazuje życie na tamte czasy. Inaczej przecież ludzie odnosili się do siebie, inaczej wyglądały realia rzeczywistości niż to, co mamy obecnie. Tak szczerze, choć styl prosty i przyjemny, znacznie lepiej czytał mi się epilog. Może przez tę atomosferę panującą, która rodziła się w tamtych czasach tak niezbyt dobrze to znoszę. Czy się zraziłam? Nie, nie zraziłam się. Fajnie się czytało, szybko. Współczuję ludziom, którzy żyli w tych czasach. Jednakże już wiem, że raczej pozycje, gdzie historia toczy się w tym właśnie okresie nie jest dla mnie. Wolę inny przedział czasowy.
Podsumowując jest to dobra dla tych, którzy lubią, gdy historia toczy się właśnie w początkach XX wieku, w latach 20 czy 30. Ja natomiast przekonałam się, że to faktycznie nie dla mnie. Tyke wyniosłam z tej historii, która bądź co bądź sama w sobie jest ciekawa.

W skrócie:
Tytuł: Klątwa Ruin
Autor: Magdalena Wala
Gatunek: Literatura Piękna
Wydawnictwo: Książnica
Ilość stron: 298
Rok wydania: 2020
Ocena: 6/10 - może być
Czytaj dalej »

RECENZJA: Z każdym oddechem - Nicholas Sparks [KSIĄŻKA]

 7 marca 2021          Brak komentarzy
Salve.
Sparks to znany Autor historii o miłości, historii takich obyczajowych. Tematyka w zasadzie ta sama, zmienia się tylko lekko historia, bohaterowie. Trzeba przyznać, że to jednak trzeba mieć w sobie taki talent, by nie dość, żeby pisać o takiej samej tematyce, to jeszcze niektóre z tychże pozycji zostały zekranizowane. Przyznać też trzeba, że niektóre z nich to faktycznie perełki, nie tylko pod względem ładnej okładki, ale i historii. Nawet jeśli jest to jedna z wielu, to przyciągnie uwagę i wryje się w pamięć czytelnikowi.
Tym razem na tapetę idzie Z każdym oddechem, wydane w 2018 roku. Ciekawi mnie, jak tym razem Sparks zaprezentował historię, którą napisał. Czy wciągnie ta historia? Czy historia będzie intrygująca? Czy raczej spokojna i melancholijna?

Przyznam, że okładka mnie urzekła. Przyciągnęła mój zwrok. Długo zastanawiałam się, czy warto przeczytać, ale w końcu stwierdziłam, że zaryzykuję i przeczytam. Inaczej się nie przekonam. A nóż akurat mi się spodoba.

Bohaterami jest Tru mieszkający od urodzenia w Zimbabwe i jest przewodnikiem oraz Hope mieszkająca w Stanach Zjednoczonych i jest pielęgniarką. On rozwodnik mający 10 letnie dziecko, a Ona od kilku lat w związku. Spotykają się w Stanach Zjednoczonych.

Ogólnie książka podzielona na dwie części. Pierwsza zaczyna się w roku 1990, gdzie Tru i Hope sie poznają, potem ich drogi się rozchodzą na ponad 20 lat. I tak już wtedy mieli swoje lata, bo Tru miał 42 lata, a Hope 36 lat. W ciągu tych 20 lat wiele się w życiu zmieniło, wiele się działo. Druga część zaczyna się w 2014 roku. Spotykają się po latach, kolejnych przeżyciach. Czy tym razem im się ułoży? Cóż. Może tego zdradzać nie będę, nie chcę robić zbytnio spojlerów.

W sumie plusem jest to, by połączyć dwa kontynenty, gdzie są różne kultury. Afryka i Ameryka. Styl prosty i lekki, a historia w sumie melancholijna. Nic wielkiego. Takie to spokojne czytadło na wieczorną porą przy rozpalonym kominku i z czymś ciepłym do picia, by się oderwać do codziennej rutyny.

Dla mnie taka przeciętna dla mnie jest. Zdaję sobie sprawę, że napisanie jakiejkolwiek historii nie jest ani proste ani łatwe, tak mimo wszystko gdzieś w tym wszystkim nie ma takiego polotu, że tak powiem. Ot taka historia, jakich w sumie wiele. Mi w sumie zabrakło tego czegoś, co by przykuło bardziej moją uwagę. Może przez to, że ogólnie dużo książek przeczytałam, dlatego jestem taka wymagająca.

Podsumowując nic specjalnego to. Takie pospolite owianą w ładną okładkę. Dobre dla kogoś, kto chce jakąś niespecjalną odskocznię z różnych przyczyn, która niezbyt dużo oferuje.

W skrócie:
Tytuł: Z każdym oddechem
Autor: Nicholas Sparks
Gatunek: Literatura Obyczajowa
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 368
Rok wydania: 2018
Ocena: 5/10 - przeciętna
Czytaj dalej »
XARN dla Agencji Runa © 2020 - nadal